Zapiski nietypowe, czyli o tęsknotach i pustce

Posted: 2009/06/18 in Refleksje na temat życia w Hiszpanii

Mialam pisać o Lanzarote, ale nagle naszedł mnie nastrój na napisanie czegoś czysto blogowego. Zazwyczaj staram się nie schodzić na swoje tematy i opisywać raczej co widzę obok, ale dziś poczułam chęć na trochę zwierzeń.

Jak byłam mała, Hiszpania wydawała mi się krajem zupełnie egzotycznym, gdzie słońce świeci 24 godziny na dobę, wokół rosną same palmy, a jego mieszkańcy to ciemni Latynosi, którzy mieszkają na plaży. Potem przez wiele lat w ogóle się nad tym nie zastanawiałam myśląc raczej o Anglii lub o Niemczech, gdzie od czasu do czasu  bywałam, ale nigdy z zamiarem zostania tam na stałe. Jeszcze jak pracowałam jako nielegalna au-pair w Anglii i obserwowałam życie rodziców dziewczynki, którą się opiekowałam, przysięgłam sobie, że z Polski nigdy nie wyjadę i, że za żadnego obcego się nie wydam 😀  Jak zwykle życie zweryfikowało moje postanowienia i zupełnie tego nie planując, zostawiając za sobą moje cieplutkie i wygodne życie w Warszawie, przyłączyłam się do mojego Hiszpana na dobre i na złe.

Być może dlatego mam trochę inne spojrzenie na życie w Hiszpanii; nigdy go nie idealizowałam, ani nie miałam wysokich oczekiwań…Doceniam to, co mam i wiem doskonale, czego mi brakuje – ani więcej ani mniej.

Jak ja tęsknię za Polską!

A kiedy jestem w Polsce, tęsknię za Hiszpanią. Mam takie chwile, jak dziś, że wystarczyłby jakiś mocniejszy impuls, a pognałabym na lotnisko i wsiadłabym w pierwszy lepszy samolot, żeby choć na moment zobaczyć się z rodziną i powędrować do moich miejsc. Może akurat wpadłam w taki nastrój, bo przyjeżdza do mnie w odwiedziny Grześ, z mojej Polski, a wraz nim, powiew znajomych zapachów… znów będę podglądać jego oczami Warszawę i wyobrażać sobie  jej szum, a on pewnie zachwyci się Madrytem i  jak zwykle po powrocie do kraju zacznie się zastanawiać nad emigracją. Chyba tak to już jest, że nie mając czegoś, będziemy tego pragnąc tym bardziej…

Mój Madryt nie jest mój.

Nie możemy się jakoś zaprzyjaźnić, jeszcze pewnie za wcześnie, choć dumnie go pokazuje wszystkim swoim gościom i zachwycam się nim, szczególnie wtedy, gdy cały tonie  w słońcu. Ale jego hałas i pośpiech mnie męczy. Niewiele mogę zresztą z  Madrytu skorzystać; dni wypełnione po brzegi pracą, a w weekendy zazwyczaj jedziemy odetchnąć do pueblo. No właśnie: moje pueblo….

Moje  pueblo przygarnęło mnie na rok. Bawiło mnie i ciekawiło, gdyż tak bardzo się różniło od pueblo, z którego pochodzę ja. Moje pierwsze obserwacje, pierwsze doświadczenia, przełamywanie lodów z Hiszpanami i przełykanie frustracji, gdy nic nie rozumiałam, kiedy el pueblo do mnie przemawiało w swoim regionalnym dialekcie. Madryt to luksus. Gdy tu pierwszy raz przyjechałam byłam pod wrażeniem jak pięknie brzmiał hiszpański de los Madrileños…

Moje pueblo było oazą spokoju. Kiedy co ranek jeździłam rowerem do pracy, na ulice leniwie wylegały kobiety z wiadrami w ręku i zaczynały codzienny rytuał czyszczenia ‘’swojego’’ kawałka ulicy. Patrzyły na mnie jak na przybysza nie z tej ziemi, bo tylko ja przerywałam porankową ciszę i pustkę ulic, smigając obok i posyłając im wraz z uśmiechem: Buenos díaaaaaas… ¡Buenas!, odpowiadały mi. A jak wracałam, krajobraz zmieniał się: znikały wiadra i mopy, a pojawiały się staruszki o bystrych, czarnych oczach, które wyciągały krzesła z domów i siadały na swoich kawałkach ulicy, a potem godzinami obserwowały przechodniów.

W Madrycie jest dużo ludzi i dużo dźwięków. Wszyscy anonimowi, poddenerwoani, wiecznie w biegu. Zupełnie jak w Warszawie. To ciekawe jak bardzo zmieniło się moje spojrzenie na Wielkie Miasto. Kiedyś jego światła mnie pociągały, dziś już mnie tylko rażą.

Kiedyś opuszczę Madryt, może całkiem niedługo i wiem, że do niego zatęsknię. Dziś jestem w pracy sama, wszyscy wyjechali na delegację, więc mam czas na rozmyślania i na tęsknoty. Mialam pisać o Lanzarote, ale nagle naszedł mnie nastrój na napisanie coś czysto blogowego. Zazwyczaj staram się nie schodzić na swoje tematy i opisywać raczej co widzę obok, ale dziś poczułam chęć na trochę zwierzeń…

Reklamy
Komentarze
  1. […] stereotypach, small talk, imionach, (nie)tolerancji, pogodzie, narzekaniu, chwaleniu, tęsknotach, drobne dziwactwa Hiszpanow, o […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s